nasze bagno

“Nasze bagno” Fragment nr 4.

Cześć

Dawno nie wstawiałem już fragmentów mojej książki. Dziś mam dla was czwarty fragment pierwszego rozdziału. Zapraszam do czytania i oczywiście zachęcam do komentowania.

 

Samochód marki Renault Clio był zaparkowany około trzystu metrów od bagien. Było już przy nim dwoje innych funkcjonariuszy, którzy usilnie chcieli wydobyć cos spod niego. Waldek doszedł na miejsce i zapytał.

– Co tam jest? Dacie rade to sięgnąć?

– Jasne – Odparł jeden z ludzi grzebiących pod samochodem.

Oczom wszystkich ukazał się metalowy przedmiot przypominający własnej roboty maczetę. Popatrzyli po sobie, a następnie wszyscy spojrzeli na Waldka. Ten wydawał się strasznie podniecony znaleziskiem.

– Zabezpieczcie to. Chyba mamy narzędzie zbrodni – odparł Waldek z euforią.

Wszyscy pośpiesznie zaczęli zabezpieczać przedmiot i okolice samochodu Maćka. Waldek odwrócił się do Władka i z lekkim politowaniem w głosie powiedział. – Jak ma być dobrze na tym świecie? –  Władek zdziwił się komentarzem szefa i zrobił wielkie oczy.

– Jak to? Do czego zmierzasz?

– Chodzi mi o to, że w dzisiejszych czasach nawet ci, co popełniają zbrodnie, nie mają za grosz rozumu – wyjaśnił Waldek.

– Myślisz, że to ten wędkarz tak po prostu wziął i zabił, schował kozik pod autem i poleciał nas zawiadomić? Nie sądzę.

– Czasem drogi Władku, to, co wydaje się dziwne, błahe i niezrozumiałe jest właśnie trafną odpowiedzią. Pamiętaj o tym.

– Ta… – odburknął komendant, nie podzielając entuzjazmu swojego kolegi Waldka. Wypadało mu jednak przytaknąć, a robić i myśleć po swojemu.

– To, gdzie go zabraliście? – Zapytał Waldek.

– Kogo? – Zapytał lekko otumaniony tym wszystkim Władek.

– No tego wędkarza. Ogarnij się Władek, bo z takim zamuleniem nie rozwiążesz tej sprawy.

– Jest na posterunku z Karolem – Odparł komendant.

– Dobra, jadę tam w takim razie. Ty Władziu pilnuj tu porządku. W końcu to twoje podwórko.

Szef wziął dwóch ludzi i poszli w stronę drogi. Gdy zniknął z pola widzenia Władka, krzyknął jeszcze:

– Władziu! Zadzwoń do młodego na posterunek, niech nie wypuszcza ptaszka.

Było słychać w jego głosie takie podniecenie, jakby wytypował szóstkę w totka. Władek nie skomentował już tego, tylko machnął ręką i sięgnął po telefon, aby zadzwonić do Karola.

W tym samym czasie na posterunku trwało przesłuchanie Maćka.

– Proszę mi opowiedzieć, jak to było? Jak pan znalazł te zwłoki? I skąd do cholery tam się pan znalazł?

– Mogę zapalić?– zapytał Maciek.

– Jasne – zgodził się Karol. – No, więc skąd Pan się tu wziął w ogóle?

– Przyjechałem powędkować po prostu. Nic wielkiego. Jestem podejrzany? – zapytał Maciek.

– Teraz wszyscy są podejrzani, dopóki wszystko się nie wyjaśni. No więc?

– No więc przyjechałem na ryby, wczoraj wieczorem. Wynająłem pokój w gospodarstwie u Kuźniaków. Przespałem się i rano poszedłem na ryby. Wróciłem, żeby zjeść obiad i znów poszedłem łowić.

– A smakował Panu obiad?

– Proszę? – zapytał zdziwiony Maciek – a co to ma wspólnego?

– Nie wiem właśnie, ale skoro Pan o tym wspomina, myślałem, że to jest ważny wątek – powiedział z przekorą Karol.

– No dobrze to przejdę do sedna. Nie musi być Pan opryskliwy i niemiły. Dosyć już dziś przeszedłem.

– Nie jestem, ale nie mam ochoty też tu siedzieć do rana, więc proszę się streszczać.

– Ok. Postanowiłem, że na noc zostanę nad wodą i zarzucę wędki na żywca. Wędkuje Pan?

– Wiem co to na żywca. Do puenty, do puenty

– Yyy tak. No i poszedłem tam w te krzaki z podrywką, aby nałapać tych żywcy. Na początku nie widziałem tego ciała, bo skupiałem się na zaczepach, jakie tam są, żeby nie porwać sprzętu. Za trzecim zaciągnięciem o coś zahaczyłem i to właśnie było to ciało. Boże jak pomyśle o tym to mi ciarki cały czas po plecach chodzą.

– Czy przyjechał Pan tu sam?

– Tak sam. Chce odpocząć na rybach, więc na ogół jeżdżę sam.

– Więc nikt nie może potwierdzić tego, co Pan mówi?

– Panie co Pan insynuuje? Do cholery. Równie dobrze mógłbym nic nikomu nie mówić.

– Dobrze już dobrze, proszę się tak nie unosić. Widział Pan może kogoś?

– Nie. Poza osobami z gospodarstwa to nikogo.

– Gospodarstwa Kuźniaków tak? – zapytał Karol.

– Tak. Kuźniaków. Oprócz mnie jest tam jakaś parka. Przyjechali dzień przede mną, ale jak wyszli rano, tak ich nie było już. Chyba wyjechali.

– I to wszystko co pan widział? Nad wodą nikogo nie było?

– Właśnie! Nad wodą! – krzyknął Maciek.

– Co takiego tam było? – Karol mocniej chwycił długopis, którym pisał w swoim kajecie.

– Jeden facet, także wędkarz tam był ze mną. – oznajmił Maciek.

– Czy pan jest normalny? – zapytał się Karol rzucając długopis na stół. – czy ktoś podejrzany się kręcił. Rozumie pan pytanie?

– Panie rozumiem. Nie wiem, co dla was jest podejrzane, a co nie. Wiem, że on tam był i się kręcił z torbą w te i w tamtą stronę. Za którymś tam razem podszedł do mnie i zagadał.

– O czym rozmawialiście? – dopytał Karol.

– O rybach oczywiście! – z entuzjazmem odrzekł Maciek.

– Ja mam dość już pana. – zrezygnowany przesłuchaniem odparł Karol.

– Czego się pan czepiasz? Już kończę. Rozmawialiśmy o wędkowaniu i o tym, że zostaje na noc tu połowić. On powiedział, że to dobry pomysł i też przeniesie się niedaleko mnie, to będzie nam w nocy raźniej.

– No i co w tym takiego interesującego? – oburzył się Karol.

– Chodzi mi o to, że chciał pożyczyć ode mnie podpórkę pod wędkę i oddać wieczorem. Pozwoliłem mu i skierowałem do mojego samochodu, przy którym stała część mojego sprzętu. Między innymi te podpórki. Poszedł tam, ale niczego nie wziął. To właśnie dla mnie było dziwne.

– Jezusie. Tragedia. Może nie podobały się mu pana podpórki. Były mało sztywne albo coś – z ironią odpowiedział Karol.

– No może tak było. – odparł na poważnie Maciek.

– Dosyć tego! – krzyknął z nerwami Karol

– Dziękuje Panu bardzo. Odwiozę Pana do Kuźniaków.

– Byłoby miło panie posterunkowy

Wstali z krzeseł i chcieli przejść w stronę wyjścia, wtedy zadzwonił telefon Karola. Posterunkowy odebrał spokojnie, popatrzył na Maćka i zdecydowanym głosem odpowiedział – Tak jest Panie komendancie. Zrozumiałem. Czekamy w takim razie.

W oczach Maćka widać było wkurzenie, ale i zmęczenie już całą tą sytuacją.

– Co tym razem Panie posterunkowy?

– Ludzie z komendy chcą panu zadać chyba jeszcze jakieś pytania.

Grupa z miasta podjechała pod posterunek policji we wsi z taką prędkością, jakby chodziło o zabójstwo prezydenta. Z samochodu wysiadł mężczyzna i poszedł do Karola i Maćka.

Był to Waldek szef grupy:

– Dobry wieczór posterunkowy.

– Dobry Panu – wyjąkał Karol.

– To ten gościu?

– Tak to ten właśnie.

– Nie gościu tylko. To proszę Pana, jakaś cholerna kpina co tu robicie. Ja nikogo nie zabiłem – Maciek nie wytrzymał i zaczął paplać swoje.

– Ale proszę Pana, oczywiście, że to nie Pan, kto tak twierdzi? – zabawnym głosem szef odpowiedział Maćkowi.

– Nie no to są jakieś jaja. Wy z ludzi idiotów kompletnych robicie.

– Idioci to myślą, że zbrodnia nie zostanie wykryta. I tu się mylą. – Posterunkowy proszę pokazać zeznania tego człowieka.

– Proszę, tu są – zdenerwowanym ruchem Karol podsunął szefowi teczkę z nagryzmolonym zeznaniem.

– Jezus – sapnął szef – wy nawet pisać nie potraficie normalnie. Trzeba było na komputerze to zrobić i …, a zresztą nieważne i tak to do was nie dotrze – Zirytował się Waldek, gdyż nie mógł odczytać większości słów.

Karola obruszyły te słowa. Nikt mnie nie będzie traktował jak popychadła. Jeszcze zobaczymy, kto jest mądrzejszy – grzmiał w myślach.

Zachęcam do odwiedzenia mojego Fan Page 

Jeśli nie czytałeś żadnego fragmentu zapraszam: Fragment 1 Fragment 2 Fragment 3

2 comments to “Nasze bagno” Fragment nr 4.

  • Patryk Tarachoń

    Ostatnio bardzo często wracam do Twojego bloga. Spodobało mi się jak piszesz, teksty są czytelne. Czekam na następny post!

    Reply
    • Bastek

      Bardzo miło jest mi to słyszeć 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Comment
Name*
Mail*
Website*