nasze bagno

“Nasze bagno” Fragment 3

” Nasze Bagno ” to książka o charakterze kryminału. Przez cały czas jest w trakcie pisania, a na łamach tego bloga można poczytać jej fragmenty.

Jeśli nie czytaliście 1 i 2 części zapraszam do wcześniejszych części/

 

– Halo!, Panie komendancie mamy tu problem nad jeziorem.

– Co takiego się stało, ukradli namiot komuś? – Z dowcipem rzucił komendant.

– Nie. Facet znalazł ciało na bagnach z odciętą głową.

– A co on tam robił do cholery.

– Szedł na skróty. – Bez zastanowienia odpowiedział Karol

– Skróty, przez bagna. Ci miastowi nigdy się nie nauczą.

– Panie komendancie, to, co mam robić?

– Dobrze czekaj tam, ja zawiadomię, kogo trzeba i zaraz będę na miejscu.

– Zabezpiecz miejsce, na ile tylko możesz. Nie dopuszczaj nikogo w to miejsce. Nie możemy podpaść tym z Giżycka. To może być legendarna sprawa na naszym posterunku. Nie spieprzmy tego.

– A kto by tu się zapuszczał?

– No już jeden taki stoi obok ciebie Karolu.

– No faktycznie.

– Więc pilnuj miejsca zbrodni. – Budującą powiedział Władek.

– Tak jest panie komendancie.

– No do roboty Karol. Do roboty.

Posterunkowy schował telefon i odwrócił się do Maćka.

– Ma pan papierosa? – Zapytał Karol.

– Tak, proszę. – Odpowiedział Maciek sięgając do kieszeni.

– Dziękuje.

– To pierwszy pana trup w karierze? – Zapytał Maciek.

– Na szczęście tak. I ostatni mam nadzieje.

– No nie da się ukryć, że to niezbyt miły widok.

– To prawda panie Macieju.

– Co teraz? Czy mogę już sobie iść? – Zapytał Maciek

– Niestety nie. Musi pan zostać tu ze mną do przyjazdu komendanta. On zadecyduje, co dalej.

– Rozumiem.



Dalej palili już papierosa w ciszy, przyglądając się ciału

i zastanawiali się, co takiego mogło się stać, że ktoś dokonał takiej zbrodni. Karol próbował przypomnieć sobie czy

o podobnych sytuacjach czytał może kiedyś w swoich książkach, ale niestety miał pustkę w głowię. To, co dziś zobaczył bardzo go wstrząsnęło. Nigdy tu we wsi ani

w okolicy nie był świadkiem podobnych rzeczy.

Po dwudziestu minutach przyjechał komendant Władysław. Postawny facet po pięćdziesiątce, zawsze chodzący wyprostowany niczym wojskowy. Na twarzy zawsze miał wymalowany uśmiech i nie sposób go było się w żaden sposób bać. Może, dlatego nie zrobił kariery gdzieś w większym mieście lub chociaż miasteczku. Dzięki wydeptanym śladom bez problemu trafił na miejsce i podszedł do mężczyzn. Obaj spojrzeli na niego. Karol zasalutował i chciał zacząć zdawać relacje, ale komendant gestem ręki uciszył go.

Władek odwrócił się do Maćka.

– Dzień dobry. Komendant Władysław Wolski.

– Dzień dobry – odparł Maciek

– Rozumiem, że to pan zgłosił te zwłoki?

– Tak to ja. Niestety.

– Dobrze.

– Jak, dla kogo. – Odpowiedział Maciek

– Co on taki zmarnowany Karol?

– Trochę dziś już przeszedł, panie komendancie.

– No tak. W porządku.

– Posterunkowy! Zaraz tu będzie Giżycko. Najlepiej jak zabierzesz pana i siebie na posterunek.

– Jak pan chce panie komendancie.

– Przesłuchaj pana dokładnie. Będziemy w kontakcie gdyby coś się jeszcze wydarzyło.

– Dobrze panie komendancie.

W Karolu wzbierała duma, że komendant powierza mu takie zadanie. Poczuł się naprawdę doceniony i zamierzał wykonać swoje zadanie bardzo profesjonalnie.

– Zapraszam pana do radiowozu – powiedział Karol – Złoży pan zeznania panie Karolu i wróci do domu.

– Nareszcie. Zaczynam żałować już powoli, że w ogóle wybrałem się na te ryby.

– Wszystko będzie dobrze. – Uspokajał Karol

Udali się obaj do radiowozu i pojechali na posterunek. Nic do siebie nie mówili. Maciek wpatrywał się w szybę, wzdychając, co chwila. Karol układał w swojej głowie coraz to inne scenariusze zakończenia całej tej sprawy.

Na miejsce w tym przybyła w końcu grupa specjalna z miasta, którą kierował Waldek Lisły. Nazywano go „Szefem”. Był to postawny mężczyzna w wieku po pięćdziesiątce. Praca w policji była dla niego spełnieniem jego marzeń, dlatego wszyscy mówili, że jest w porządku, ale straszny służbista z niego. Cały czas czekał na okazje do awansu, więc z każdej sprawy, jaką miał, robił dużo większe zamieszanie, niż naprawdę było to warte.

–Witam komendancie. – Przywitał się Waldek. – Co tu się nawyprawiało?

–Cześć. – Odpowiedział Władek. – Ano zwłoki. Wędkarz znalazł dzisiaj.

– A co on tu wędkował? – Zdziwił się Szef – Nad bagnem? Gdzie on teraz jest?

– pojechał z posterunkowym Karolem złożyć zeznania.

– Szybko działacie tutaj na prowincji. To mi się podoba Władku, bardzo podoba.

– Dobra chłopaki, do roboty. Rano chce mieć dokładny raport z miejsca. Przeszukajcie wszystkie zarośla, znajdźcie wszystkie ślady i poszlaki. Ma to być zrobione perfekcyjnie. – Zarządził szef i odwrócił się do Władka. – Tobie też prześle kopie raportu, abyś mógł tu także popracować nad sprawą.

– Ale Waldek, to wasza broszka te zwłoki. Co my tu możemy zrobić? Brak sprzętu i w ogóle… – zmieszany odpowiedział Władek.

– My w mieście zrobimy część techniczną, a wy zajmiecie się całą resztą. To wasz teren przecież. Znacie ludzi, miejsca. Popytacie, powęszycie i tak będzie najlepiej.

– No nie wiem. – Przestraszonym głosem odpowiedział Władek.

– ja mam tu za daleko, żeby wysyłać ludzi do każdej pierdoły, jaka się urodzi.

– Skoro tak uważasz Waldku.

– Liczę na was. – Odpowiedział zachęcająco Waldek. – Poza tym zyskacie trochę sławy po rozwiązaniu sprawy

– No oby tak było, jak mówisz.

W pogawędce przerwał im jeden z ludzi Szefa.

– Przepraszam, że przeszkadzam. – Wtrącił się młody policjant.

– Słucham, co się stało? – Zapytał Waldek.

– Znalazłem coś! – Wykrzyknął młody. Tam przy samochodzie tego wędkarza, co znalazł to ciało.

– Nie drzyj się tak na całą okolicę, bo zleci się tu cała wieś.

– Przepraszam Szefie. Chce pan to zobaczyć?

– No pewnie. Prowadź. – Odpowiedział zachwycony Waldek.

 

Koniec części 3

 

Zapraszam również do innych artykułów. Na przykład ten : Jak pisać i redagować

Oto nasz fan-page https://www.facebook.com/groups/172432386848315/

Dodaj komentarz

Comment
Name*
Mail*
Website*